Nauczycielka z radością wytykała uczniowi jego błędy, widząc że nie radzi sobie z nauką. A potem poznała jego historię…

smutny uczeń

Ta historia nie miałaby w sobie nic dziwnego. Ot, zwykły uczeń, któremu nie najlepiej wiodło się w nauce i nauczycielka wykorzystująca ten fakt, aby się na nim wyżywać. Posiada ona jednak drugie, głębsze dno…

Pani Thomson, doświadczona nauczycielka, dobrze wiedziała, że nie da się traktować wszystkich uczniów jednakowo. Żaden pedagog tego nie powie, ale jak każdy człowiek, tak i on ma swoich ulubieńców w klasie oraz tych, na kogo nie może patrzeć.

Jedną z osób, którą można by śmiało zaliczyć do tej drugiej grupy, był Teddy Stallard, uczeń piątej klasy. Z obserwacji pani Thomson jasno wynikało, iż nie jest to największy prymus w klasie. Co więcej, miał on kłopoty również w zwykłych kontaktach z rówieśnikami. Był bardzo wycofany, trzymał się na uboczu i bardzo niechętnie podchodził do jakichkolwiek zadań. To zresztą było powodem narastającej niechęci pani Thomson do niego. Dochodziło do tego, iż każde wytknięcie jego błędu, lub wpisanie mu złej oceny, budziło w niej prawdziwą satysfakcje.

Tak było do czasu, gdy musiała się zając pozornie prostymi, papierkowymi sprawami. Regulamin szkoły wymagał od wychowawców, aby ci przeglądali wpisy poprzednich wychowawców na temat każdego ucznia. Wszystko przebiegało dosyć prozaicznie, aż do czasu, gdy w rękach pani Thomson wylądowała kartoteka Teddy’ego Stallarda. Co w niej było?

Wychowawczyni pierwszej klasy napisała o nim: „Teddy jest bardzo grzecznym i radosnym chłopcem, który nie sprawia żadnych problemów w nauce, a co więcej, chętnie wykonuje powierzone mu zadania.” Gdy chłopiec był w drugiej klasie, jego wychowawczyni podzieliła się bardzo podobnym spostrzeżeniem, jednak dodała, iż czasami staje się on kłopotliwy. Winę za ten stan przypisywała problemom w domu, bowiem w owym czasie mama Teddy’ego chorowała.

Nauczycielka, która była wychowawczynią w czasie, gdy Teddy był w trzeciej klasie, napisała: „Teddy bardzo przeżył śmierć mamy. Nie może pozbierać się w sobie, co rzutuje na jego naukę oraz kontakty z bliskimi. Potrzebna jest mu pomoc ze strony najbliższych, a być może również porada psychologa”. W klasie czwartej wpis był jeszcze bardziej dramatyczny: „Uczeń ma duże braki w nauce i nie wykazuje żadnej własnej inicjatywy. Jego kontakty z rówieśnikami uległy pogorszeniu, a Teddy zdaje się zamykać w sobie”.

Po przeczytaniu wszystkich tych wpisów pani Thomson siedziała bez ruchu, nie mogąc opanować myśli. Przed oczami stanęły jej wszystkie chwile, w których cieszyła się z tego, iż może ukarać chłopca negatywną oceną, lub zrugać go za popełnione błędy. Czuła się podle, że tak łatwo dała się zwieść pozorom i nie przyszło jej wcześniej do głowy, iż coś może być nie tak.

Równie ogromny żal poczuła podczas Świąt Bożego Narodzenia. To właśnie wtedy dzieciaki przyniosły jej drobne prezenty. Pięknie zapakowane, miłe upominki. Z wyjątkiem jednego. Było to niedbale zapakowane pudełko, co wywołało u reszty dzieci pusty śmiech, jakby w życiu nie widzieli nic bardziej żałosnego. Jeszcze większą salwę śmiechu wzbudziła zawartość owego pudełka. Znajdowała się w nim niekompletna bransoletka i zużyty w połowie flakonik z perfumami. Pani Thomson szybko domyśliła się od kogo jest ten prezent i w akompaniamencie rżących uczniów założyła na rękę bransoletkę, a szyję spryskała perfumami. Ku zdziwieniu uczniów bardzo podziękowała za prezent i rzekła, iż jest bardzo piękny. Gdy wszyscy już wyszli, Teddy zdradził nauczycielce pewien sekret. To ostatni zapach, z którym kojarzył swoją mamę przed jej śmiercią…

To właśnie wtedy pani Thomson zdecydowała zmienić swoje podejście do uczniów. Przestały ją interesować nieważne, powierzchowne sprawy i skupiła się na tym, by dotrzeć do każdego wychowanka z osobna. Tak jak do Teddy’ego. Dzięki jej staraniom uczeń poprawił się w nauce, zdobył znajomych, a wkrótce stał się jednym z najlepszych uczniów. I takim pozostawał przed następne etapy nauki, nawet wtedy, gdy jego podpis przeistoczył się w: dr n.med. Theodore F. Stallard. Przez cały ten okres pani Thomson była jego ulubioną nauczycielką, której zawdzięczał wszystko. Pisał to do niej w każdym liście.

A historia wcale się tutaj nie kończy. Pewnego razu pani Thomson otrzymała kolejny list. Było to zaproszenie na jego ślub. Co było w tym niezwykłego? To, iż poprosił ją o zajęcie miejsca, które zazwyczaj zajmuje mama pana młodego. Pani Thomson zgodziła się bez wahania.

Na ślub założyła starą bransoletkę, którą przed laty dostała od chłopca i użyła takich samych perfum, jak te, które przypominały mu mamę. Gdy padli sobie w objęcia, Teddy powiedział do niej: „Dziękuję pani. Dziękuję za to, że pani we mnie uwierzyła i pokazała, iż mogę być kim tylko zechcę. Bez pani pomocy na pewno by mi się to nie udało”.

Ta, nie kryjąc wzruszenia, odpowiedziała tylko: „To zupełnie nie tak, Teddy. To ja tobie dziękuję. Bo to ja dzięki tobie nauczyłam się, że można coś zmienić. Gdyby nie ty, pewnie ciągle nie wiedziałabym jak uczyć”.

naTOPIE