
Marcin i Ola znali się praktycznie od zawsze. Ich rodziny mieszkały w tym samym bloku, a na dodatek byli rówieśnikami, więc razem spędzali czas w piaskownicy, potem w szkole, na pobliskich placach zabaw, boiskach. Od samego dzieciństwa łączyła ich mocna i trwała więź. Nic nie zachwiało ich przyjaźni: ani kłótnie, ani rozwód rodziców Marcina, ani kolejne miłostki i rozstania z przypadkowymi osobami. Oni ciągle przy sobie trwali i byli dla siebie najważniejsi. Najważniejsi do tego stopnia, że w końcu pokochali się, ale nie mieli odwagi się do tego przyznać.
W końcu oboje zrozumieli, że łączy ich nie tylko wielka przyjaźń, ale i gorąca miłość. Nie wiedzieli jednak, jak powiedzieć to tej drugiej osobie. Oboje martwili się, że ich uczucie nie zostanie odwzajemnione, a to, co budowali przez tyle lat ulegnie zniszczeniu. Bali się, nie chcieli siebie stracić. I chociaż dawali sobie sygnały, to i tak nie były one na tyle mocne i czytelne, żeby któreś z nich zrobiło pierwszy krok. Aż do czasu, kiedy ukończyli studia…
Marcin postanowił, że nie będzie już dłużej zwlekał. W końcu chciał postawić wszystko na jedną kartę. Uświadomił sobie, że przyjaźń to za mało. Albo będą razem, albo muszą o sobie zapomnieć, bo inaczej on oszaleje. Akurat zbliżały się urodziny Oli, więc Marcin chciał, aby był to wyjątkowy dzień. Zaprosił ją na kolację i postanowił, że właśnie wtedy wyzna jej miłość. Miał nadzieję, że usłyszy to samo i od tej pory staną się nierozłączni.
Ola czekała z utęsknieniem na to spotkanie. Czuła, że wydarzy się coś niezwykłego i że Marcin czuje to samo, co ona. Miała dobrą intuicję. Choć wiedziała, że chłopak zamówił stolik w restauracji, chciała, by ten wieczór należał tylko do nich. Postanowiła, że sama coś ugotuje i wyszła na zakupy. Kupiła mnóstwo produktów, aby przygotować ulubione risotto Marcina, a kiedy wracała napisała do niego SMSa: „Widzimy się za pół godziny. Nie mogę się ciebie doczekać!”. Chowając telefon do torebki była tak szczęśliwa i zamyślona, że zapomniała się rozejrzeć. Weszła na ulicę i nawet nie zdążyła zauważyć, że wprost na nią jedzie rozpędzony samochód. Zginęła na miejscu.
Niczego nie podejrzewający Marcin kupił bukiet kwiatów i szedł już w stronę mieszkania Oli. Na ulicy zobaczył mnóstwo gapiów oraz policję i kartkę. Już wtedy poczuł ucisk na sercu, a kiedy podszedł bliżej zobaczył martwe ciało Oli, jeszcze niczym nie przykryte, leżące wśród krwi i odłamków samochodu. Przez chwilę stał jak wryty, a potem uciekł za budynek i rozpłakał się jak dziecko. Wyciągnął telefon, by jescze raz przeczytać wiadomość od Oli. Nie mogła się go doczekać, ona też go kochała.
W tym momencie uświadomił sobie, że był głupcem. Gdyby tyle nie zwlekał Ola mogłaby teraz żyć i byliby razem. Dlaczego okrutny los tak z niego zadrwił?
Niech ta historia będzie dla was przestrogą. Jeśli kochacie kogoś prawdziwie, nie bójcie się o tym mówić. Lepiej żałować, że coś się zrobiło, niż że nie podjęło się żadnej próby. Pamiętajcie, życie jest krótkie i warto brać je we własne ręce.



